Wolne wiersze… niczym nie spętane, kagańcem szaleństwa…. naprędce spisane To jest to co kochałem, to co mnie dręczy nie pisze już rymów -bo dukam W głowie pusto i echo tylko jęczy
Nutka gdzieś dźwięczała jak motyli taniec nie mogę się po hamować, to dla mnie kaganiec Delikatnie spowija mą szyje i uszy wzlatuje wysoko do puszczy ,w głąb głuszy Gdzie dzikie konie … żerują o świcie słońce już wstaje ,a ja…kocham Kochałem …takie życie
Dziwny świat ,spowijał mą granice Strumień już usechł – skradł z głowy złotoustą tajemnice Delikatne rusałki niosą , udręczoną dusze tęcze i blask…zapomnienia.
Jest to „warunkiem wyzdrowienia” Wrażliwość ma nieustannie umierała, przy zachodach słońca By rankiem jak rosa ogrzana -gorąca, odradzała się od nowa Ma historia już stara, prawie ,,przed potopowa”
przemijanie, rymów budowanie Nie żal mnie tego – to nie ściema Dusza piszącego nigdy nie umrze (bo jej nie ma) do końca się nie przemienia
remake – „Tętent Koni” szelest czasem rymy goni
2020-08-13